KONTAKTSTATYSTYKIcennik: REKLAM, OGŁOSZEŃ DROBNYCH
 
AKTUALNOŚCI
CELESTYNÓW gm.
JÓZEFÓW
KARCZEW, gm.
KOŁBIEL gm.
ŁUGI
OTWOCK pow.
OSIECK
SOBIENIE-JEZ.
WAWER
WIĄZOWNA
STAŁE DZIAŁY
FELIETONY
GOŚĆ LINII
KULTURA
LINIA GOSP.
LINIJKA
KORESPONDENCJA
MOTORYZACJA
PRZYRODA
REPORTAŻ
ROZMAITOŚCI
SPORT
TRADYCJA
WOKÓŁ NAS


GRA POWIATOWA

KSIĘGA GOŚCI
LINKI

STARE ARCHIWUM


Kultura pogrzebu



 
Zbójna Góra już niestraszna
 
O szczęściu mogli prawić ci, którym udało się ujść zbójcom. Zwykle jednak kupcy lamentowali, licząc straty, gdy wyprzęgli konie na targowisku w Warszawie. Wcześniej bali się zatrzymać, by więcej towarów im zbójcy nie zabrali albo, co gorsze, uszczerbku na zdrowiu nie uczynili.
 
 
 
Kupcy, a najczęściej chłopi spod Kołbieli, Wiązowny w okresie międzywojennym jeździli codziennie na targ do Warszawy, by swoje produkty spieniężyć. Droga ich wiodła od Falenicy przez gęsty las, a w miejscu dzisiejszego Międzylesia, opodal wzniesienia, które nazwano Zbójną Górą, czyhali na nich zbójcy i grabili, co tylko w ręce im wpadło. Bywało, że z fury zrzucili wszystkie worki i chłop nie miał już co na targ zawieźć. Wracał więc rozeźlony do chałupy, obiecując sobie, że do Warszawy już jeździć nie będzie, a towary sprzeda w Kołbieli. Mało kto jednak tak czynił, gdyż w Warszawie paniusie płaciły tyle, ile się krzyknęło za gęś, kurę czy worek ziemniaków. Ze strachem wracało się również z targu, bo zbójcy łasi byli też na sakiewki. Kiedy jednak Zbójną Górę minęło się bez komplikacji ze zbójnikami, w sercach kupców gościła radość. Dlatego też przemianowano okolice za górą z Kaczego Dołu na Radość. Z biegiem lat spotkania ze zbójami stawały się coraz rzadsze, aż w końcu przestały w ogóle mieć miejsce. Wzniesienie, z którego zbójnicy wypatrywali swych ofiar, zostało rozkopane, podzielone na działki, a trakt handlowy zamieniono na ulicę i nazwano Traktem Napoleońskim, na pamiątkę marszu wojsk napoleońskich w 1812 roku na carską Rosję.

Leśnictwo Zbójna Góra

Kilkanaście kompleksów leśnych, o łącznej powierzchni 1100 hektarów, a do tego 2400 hektarów lasów prywatnych, składa się na leśnictwo Zbójnej Góry, z osadą leśniczego przy Trakcie Napoleońskim, więc granicy z Radością. - Ze Zbójnej Góry często przechodzę do Radości, choćby po pieczywo do sklepu - śmieje się leśniczy Ryszard Andrzejczak.
Leśnictwo obejmuje lasy sąsiadujące w głównej mierze z aglomeracją warszawską, należą więc do ochronnych, ale mimo to prowadzi się w nich zrównoważoną gospodarkę leśną, czyli pielęgnację i ochronę. Niektóre kompleksy położone są wśród osiedli mieszkaniowych, jak choćby w Wawrze, co powoduje dostosowanie zabiegów hodowlanych do potrzeb nie tylko lasu, ale i mieszkańców. Jednak głównym celem działań leśników jest przede wszystkim zachowanie lasu dla następnych pokoleń. W lasach leśnictwa Zbójna Góra dawniej było dużo zwierzyny, jednak częsta penetracja spacerowiczów spowodowała, że jest jej niewiele. Wyniosła się na spokojniejsze tereny. - Mamy kilkanaście sztuk saren, jedną kozę i trochę lisów - wylicza leśniczy. - Przyzwyczaiły się do obecności człowieka. Zdarza się często, że sarny podchodzą pod leśniczówkę, ale nie z głodu, bo paśniki rokrocznie są dobrze zaopatrywane przez kółko łowieckie “Dzik”, a z chęci obcowania z człowiekiem. W naszych lasach mamy też bażanty i kuropatwy, o które niezwykle się troszczymy. Od jesieni już przyzwyczajamy stada do miejsc, gdzie będziemy zimą obficie sypać ziarno, by mogły przetrwać najtrudniejszy dla nich okres. Łącznie w leśnictwie urządzamy 25 podsypek dla ptactwa, do 6 paśników zadajemy siano dla zwierzyny płowej i jest też poletko łowieckie z uprawą topinambura - rarytasu dla dzika, który nieraz przez moje lasy przechodzi.

Nie dziki, a konie buchtują

Leśniczy Andrzejczak nie ma problemu z turystami pieszymi i na rowerach, których na licznie organizowanych spotkaniach uświadamia, szkoli, zawstydza. - Nasze pogadanki na temat zachowania w lesie skutkują - wyjaśnia pan Ryszard. - Organizujemy je w przedszkolach, szkołach i w różnych placówkach młodzieżowych. Uważamy bowiem, że dobrze uświadomione dziecko swoją nabytą podczas pogadanek wiedzę przekaże rodzicom, a to spowoduje, że idąc razem po lesie, nie będą mu szkodzić. Ponadto szerokim frontem wychodzimy ku osobom, które chcą wolną chwilę spędzić w lesie. Znakujemy zatem szlaki piesze, rowerowe. Urządzamy parkingi i miejsca relaksowe. Wszystko to sprawia, że zachowanie się ludzi w lesie jest poprawne. Jedynym problemem, który spędza mi sen z oczu, są jeźdźcy, którzy galopując na koniach po ścieżkach i drogach leśnych, tak je dewastują, że inni użytkownicy, jak choćby rowerzyści, nie mogą się po nich poruszać. Dochodzi do tego, że wespół z podleśniczym Marcinem Kocimskim ściągamy żyłki, które rowerzyści rozpinają na ścieżkach, by w ten sposób utrudnić jeźdźcom cwałowanie po nich. Na terenie leśnictwa jest 11 stadnin i hoteli końskich. Wielokrotnie rozmawiałem z właścicielami, ale moje gadanie na nic się zdaje. Konie jak tratowały drogi, tak tratują. Bywa tak, że koła ciężarówek wywożących drewno zapadają się w dziurach. Mam nadzieję, że sytuacja zmieni się, bo zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Celestynów, Sławomir Fiedukowicz, ma w najbliższym czasie spotkać się ze wszystkimi właścicielami stadnin, by wspólnie wypracować zasady poruszania się jeźdźców po lesie.

Umiłował las od dziecka

Ryszard Andrzejczak od dziecka mieszkał w lesie. Lubił zapuszczać się w ostępy leśne, podpatrywać zwierzynę, badać jej tropy, zwyczaje. Do Międzylesia trafił z Pojezierza Lubuskiego, gdzie mieszkał z rodzicami za sprawą żony. Dostał pracę w leśnictwie Zbójna Góra w 1982 roku, gdzie jako podleśniczy poznawał teren, by w roku 1994 objąć leśnictwo. Ma dwóch synów, z których jeden ukończył, jak tata, wydział leśny, a nie mogąc w zawodzie znaleźć pracy, oddaje się pasji fotografowania lasu i zwierzyny. Ma jednak nadzieję, że w przyszłości będzie wykonywał wyuczony zawód leśnika. Drugi syn nie ma pociągu do lasu. - Woli spacerować po ulicach, niż po duktach leśnych - stwierdza ojciec.
Po długiej rozmowie, jaką wiedliśmy w leśniczówce, pan Ryszard zabrał mnie na spacer po swoim lesie. Pokazywał poletko młodych dębczaków, osłoniętych siatką przed zwierzętami i ludźmi, i dorosłe dęby zaatakowane chorobą. Zaprowadził mnie również, by pokazać mogiły żołnierzy, którzy polegli tu w czasie wojny, i tablicę upamiętniającą akowców, którzy w tych lasach znajdowali schronienie najpierw przed okupantem niemieckim, a później ubeckim. Zbójna Góra nie była dla nich tak nieprzychylna, jak ongiś dla kupców. Nie jest też straszna dla turystów i wszelakiej zwierzyny dzisiaj.
Kamyk


 

str. 1

Google


webdesign MR 2004