KONTAKTSTATYSTYKIcennik: REKLAM, OGŁOSZEŃ DROBNYCH
 
AKTUALNOŚCI
CELESTYNÓW gm.
JÓZEFÓW
KARCZEW, gm.
KOŁBIEL gm.
ŁUGI
OTWOCK pow.
OSIECK
SOBIENIE-JEZ.
WAWER
WIĄZOWNA
STAŁE DZIAŁY
FELIETONY
GOŚĆ LINII
KULTURA
LINIA GOSP.
LINIJKA
KORESPONDENCJA
MOTORYZACJA
PRZYRODA
REPORTAŻ
ROZMAITOŚCI
SPORT
TRADYCJA
WOKÓŁ NAS


GRA POWIATOWA

KSIĘGA GOŚCI
LINKI

STARE ARCHIWUM


Kultura pogrzebu



 
Na jedno kopyto
 
Sąsiedzi bliżsi i dalsi dziwili się, gdy usłyszeli 45 lat temu, że Stasiek Russek chce zostać kopytnikiem. Nie szewcem czy cholewkarzem a właśnie kopytnikiem. Dziwili się, bo w Sobieniach-Jeziorach o takim zawodzie mało kto słyszał. – Chce końskie czy krowie kopyta rychtować? – śmiali się po kątach niektórzy
 
 
  Pierwsza siedziba firmy –komórka, którą ojciec podarował Stanisławowi Russkowi
Ojcu jednak nie było do śmiechu. Martwił się, bo choć syn robotny i chętny do pomocy w gospodarstwie, to czuł, że kiedy zdobędzie zawód, zaniecha rolnictwa, gdy jego już nie stanie. A przecież gospodarka duża i zasobna w narzędzia, budynki i maszyny. Miał nawet pretensje do kuzyna szewca z Karczewa, który Staśka do kopytnictwa nakłaniał, mówiąc: że dobry zawód, że nieźle płatny i ważniejszy od szewstwa i cholewkarstwa, bo bez kopyta nikt buta nie uszyje.
Namowy kuzyna były dla młodego chłopaka na tyle przekonywujące, że zaczął terminować u Kościńskiego (znanego wówczas w okolicy kopytnika) w Wawrze przy ul. Stepowej. Nie migał się jednak od pomocy w gospodarce rodziców. Każdą wolną chwilę, szczególnie gdy w polu było dużo pracy, spędzał w Sobieniach-Jeziorach. Fachu Stasiek uczył się dziesięć lat. A kiedy zdał egzamin mistrzowski wrócił na wieś, do rodziców.
Ojciec dał mu drewnianą komórkę, w której młody rzemieślnik urządził warsztat do produkcji kopyt. Za zaoszczędzone podczas praktyki pieniądze kupił używaną maszynę Cukermana i zaczął robić kopyta.
Dziś jego firma znana jest w kraju i za granicą a w nowoczesnym warsztacie zatrudnia kilku pracowników.
Co to jest kopyto?
- Kopyto szewskie jest niczym innym jak modelem stopy człowieka, służącym do wyrobu obuwia – wyjaśnia pan Stanisław, oprowadzając mnie po swoim zakładzie. - Ponieważ stopa ludzka jest formą przestrzenną a elementy używane do wyrobu obuwia są płaskie, potrzebne jest kopyto szewskie, które nadaje wierzchowi obuwia (cholewce) odpowiednią formę przestrzenną. Dziś każda zmiana w formie przestrzennej obuwia, podyktowana zmianą mody, wymaga wykonania własnego odmiennego kopyta. Wystarczy, że weźmiemy pod uwagę sam tylko przód buta zauważymy, iż może być zaokrąglony, wydłużony, płaski, może mieć wybrzuszenie, możliwości tak naprawdę jest nieskończenie wiele, czego dowodzą modele tworzone przez projektantów na pokazy mody. Pomysły prezentowane na pokazach nie zawsze podążają za wymogiem, jakim jest funkcjonalność produktu. Inne zatem będzie prawidło obuwia sportowego, inne wizytowego. Dokładając jeszcze zmianę kopyta przy zmianie wysokości obcasa, tęgości (podbicia) i podział na męskie i damskie, dochodzimy do wniosku, iż zagadnienie kopyta szewskiego jest zjawiskiem znacznie bardziej złożonym, niż by się mogło wydawać – podkreśla pan Stanisław i dodaje jeszcze:
Dodatkową zaletą wynikającą ze stosowania kopyt szewskich jest zmniejszenie możliwości popełnienia błędu miary w obwodzie poszczególnych partii stopy. Kopyto wykonane przez specjalistę ma odpowiednie proporcje wynikające z faktycznych wymiarów stopy ludzkiej, co ogranicza liczbę pomiarów do określenia tęgości i długości stopy w celu wykonania dobrze dopasowanego obuwia. Dodatkowo podczas wykonywania obuwia z użyciem kopyta powstają w skórze naprężenia, które utrzymują formę obuwia nawet po wyjęciu kopyta. A zatem kupując obuwie stylizowane, należy zapytać czy zostało ono wykonane na kopycie. Zapewni to wysoką jakość zakupionego towaru – radzi mistrz Russek.
Najpierw strugał drewno
Do roku 2000 pan Stanisław wytwarzał kopyta z drewna. Zamawiał trójkątne łupki z brzozy albo grabiny i sezonował w szopie przez rok. Dopiero po tak długim leżakowaniu nadawały się do obróbki. – Model najpierw trzeba było wystrugać z łupka a następnie na maszynie i szlifierkach wygładzić i ostatecznie wyprofilować. Trwało to długo i było mozolne. Dopiero przejście na plastik w roku 2000 pozwoliło na przyspieszenie pracy a co za tym idzie, zwiększenie produkcji – tłumaczy pan Stanisław i pokazuje wtryskarkę (7kg wtrysku), którą wraz z kolegą Krzysztofem Wojtyrą zmontowali i w roku 1999 opatentowali. – Nasza maszyna, choć nie jest automatem, jak podobne niemieckie czy włoskie ale produkuje znacznie szybciej i nie musi być zasilana 130 kW a jedynie 35. A co ważniejsze nie kosztowała 130 tys. Euro tylko tyle, co użyte do jej montażu materiały – chwali się pan Russek.
Składanie buta
- Kiedyś do kopyta pasowało się cholewkę a szewc dokładał podeszwę, obcas i wszystko razem zszywał. Nazywano to na jedno kopyto – mówi mistrz kopytnik. - Dziś do spodu robi się kopyto i na jego podstawie szyje się cholewkę a wszystko razem „montuje” szewc. To tak w skrócie, bo buty produkują obecnie fabryki. Takie, jak na przykład w Łaskarzewie, gdzie cholewkarzy i szewców zastępują specjalistyczne maszyny. Kolejność jednak jest taka, jak dawniej: najpierw spód, do niego pasuje się kopyto i następnie szyta jest cholewka i całość jest składana. Ważną rolę w przemyśle obuwniczym odgrywają projektanci. To oni wymyślają nowe, modne fasony i jeśli zostaną przyjęte przez zarządy fabryk, ja otrzymuję zamówienia na wykonanie kopyt. Rocznie wykonuję średnio około 600 różnych wzorów, co przekłada się na wyprodukowanie kilkunastu tysięcy par. Tak więc na brak pracy nie narzekam – podkreśla pan Stanisław i dodaje, że ma następcę w osobie syna Mariusza.
- To już nie jest tak, że ktoś go musiał namówić do fachu, jak było to w moim przypadku. Syn chętnie przejął firmę, bo od dziecka przywykł do pracy w niej, poznał cykl produkcyjny, zasady kupna i sprzedaży i możliwości pozyskiwania zamówień. Tak więc mogę spokojnie przejść na emeryturę po 45 latach pracy i tworzenia zakładu od zera a raczej od starej szopy, którą wynajął mi ojciec – stwierdził pan Stanisław Russek i wyjął z szafy zdjęcia, jakby na potwierdzenie swoich słów.
Cóż, pożegnałem dwóch szefów firmy Markop – producentów kopyt szewskich w Sobieniach-Jeziorach, pana Stanisława i Mariusza Russków, ciesząc się, że wyjaśnili w jaki sposób powstaje but, który noszę.
Andrzej Kamiński


 

str. 1

Google


webdesign MR 2004